I LOVE YOU PHILIP MORRIS

i_love_you_phillip_morris_plakatLubię być pozytywnie zaskoczony, więc staram sobie nie wyobrażać za dużo. A, że wyobraźnię mam bujną to ciężko mnie zaskoczyć pozytywnie. Chyba, że z zaskoczenia.

Trochę z zaskoczenia wczoraj oglądałem film na Polsacie „I love you Philip Morris” Polsat oglądam głównie w poniedziałki i wtorki wieczorem, bo wtedy są hity. A tutaj nagle zacząłem ogladać w środę. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Widzę Jim Carey gra pedała. Nowość. Potem nagle widzę Ewan McGregor, i też gra pedała!

I nawet nieźle im szło. Muszę powiedzieć, że McGregor zyskał w moich oczach, po Obi One i serialu „Przejadę motocyklem dokoła świata„. Wciągnąłem się w film i byłem ciekawy jak się skończy. Bo zapowiadał się smutno, chociaż były momenty zabawne (w końcu to komedia). Nagle mamy zwrot i chyba skończy sie dobrze, ale znowu zwrot i skończy sie źle! Kurwa nie dość, że smutny to jeszcze oparty na faktach! To już mam dosyć włączania najnowszych wiadomości. Kto w ogóle powiedział, że Dobra wiadomość to zła wiadomość? Jakiś kurwa pierdolony guru idiotów. Tak czy inaczej i tak dobry film.

I love You Philip Morris USA Francja 2009
reżyseria i scenariusz: John Requa, Glenn Ficarra
Występują: Jim Carrey, Evan McGregor
Muzyka: Nick Urata
Ocena: 7,5/10